"Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować" (J 15,20)

10.03.2010 Bangladesz: Wojsko przeprowadziło atak na chrześcijan w Baghaichhari. Efekt: trzy kościoły w ogniu, tysiące uciekinierów

 

Miejscowi chrześcijanie są w szoku po ostatnim ataku dokonanym przez setkę żołnierzy w dniu 19 lutego b.r. Około 1.800 ludzi nadal ukrywa się w lasach, w obawie przed dalszą przemocą. Szef policji przyrzeka zapewnienie bezpieczeństwa, lecz dla chrześcijan są to puste słowa.


Chrześcijanie mieszkający w dystrykcie Baghaichhari Upazila w południowo-wschodnim Bangladeszu są w szoku po ataku dokonanym przez około setkę żołnierzy. Około 10 wieczorem 19 lutego, żołnierze zaczęli bić ludzi, podpalili trzy kościoły, buddyjską pagodę oraz 41 domów.


Żołnierze przybyli na ten teren rzekomo by zapobiec starciom pomiędzy tubylczymi plemionami, a bengalskimi osiedleńcami. Obecnie ponad 500 rodzin (około 1.800 ludzi) uciekło do lasów, w obawie przed dalszymi atakami. Clinton Chakama, członek wspólnoty baptystów w miejscowości Gongarama, powiedział serwisowi Asia News, że boi się nawet myśleć o kolejnym ataku armii. Na początku "zaczęli nas bić, następnie oblali kościół paliwem. Chcieliśmy im przeszkodzić lecz zaczęli do nas strzelać". Po ataku chrześcijanie uciekli do pobliskiego lasu. Clinton Chakama powiedział, że „wiele osób zostało rannych. Niektórzy liderzy plemienni zorganizowali protesty". W rezultacie ataku armii w dystrykcie Baghaichhari Upazila, około 400 kilometrów od stolicy Bangladeszu, Dhaki, spłonął kościół baptystów w miejscowości Gongarama, kościół w Joralchori oraz świątynia Kościoła Chrystusa w Desimon Chara. Żołnierze mieli również zaatakować czwarty kościół i buddyjską pagodę. Pragnący zachować anonimowość protestancki duchowny w Manganati powiedział, że ,,sytuacja jest bardzo napięta, spłonęło 41 domów (...),  ponad 500 rodzin (około 1.800 ludzi) przebywa obecnie w dżungli".


Wojsko przybyło na omawiany teren, by zapobiec walkom pomiędzy miejscowymi mniejszościami plemiennymi, a bengalskimi osiedleńcami. Przez opisywane akcje nastąpił jeszcze wzrost napięcia. Konflikt pomiędzy dwoma grupami rozpoczął się od sporu o ziemię w latach osiemdziesiątych. W tym czasie rząd Bangladeszu podjął starania o osiedlenie tysięcy Bengalczyków, przeważnie ofiar powodzi w regionie Chittagong, zaostrzając tym samym spór. We wtorek wojsko działając na podstawie rozkazów rządowych, niepokoiło grupę dziennikarzy, by uniemożliwić im opisanie zaistniałych wydarzeń. Clinton Chakama omawiając lokalne cierpienia dodaje, że ponad setka dzieci choruje na skutek zanieczyszczenia wody. Wszystkie one potrzebują pilnej pomocy medycznej. Ksiądz Robert Gonsalves, z kościoła pw. św. Józefa w Rangamati powiedział, że jego zgromadzenie modli się za prześladowanych. Podkreślił, że kościół jest otwarty dla chrześcijan będących ofiarami ataku. Dodaje on również, że Wielki Post jest czasem przebaczenia oraz  pragnienia sprawiedliwości i pokoju. 

Sszef policji w Rangamati wraz z ministrem i urzędnikami rządowymi udali się na miejsce ataku. Powiedział on: "Zamierzamy zrobić wszystko, co w naszej mocy by zagwarantować bezpieczeństwo". Jednak nie odpowiedział na pytania dotyczące palonych kościołów i gnębionych chrześcijan. Rząd obiecuje „jedzenie i bezpieczeństwo, lecz wiemy, że są to puste słowa. Oni nie zamierzają podejmować żadnych kroków przeciwko armii, która już w przeszłości przymusowo odbierała ludziom ziemię, torturowała ludzi i dopuszczała się gwałtów na kobietach", dodał Chakama (AsiaNews/PKWP/tłum. Tomasz Greniuk)

« Powrót
Pomoc Kościołowi w Potrzebie | ul. Wiertnicza 142, 02- 952 Warszawa, Tel./Fax: +48 22 845 17 09 | ING Bank Śląski o/ Warszawa 31 1050 1025 1000 0022 8674 7759